Z plastrami pooperacyjnymi nie straszne wam blizny

 

Wybrałam się na dwutygodniowy urlop do Afryki. Moim punktem wypadowym był Egipt. Nie korzystałam z żadnego biura podróży, bo chciałam pochodzić własnymi ścieżkami, a nie być zależna od kogoś. Takie bycie samodzielnym jest całkowicie w moim stylu. Zarezerwowałam tylko bilet w obie strony oraz nocleg w trzygwiazdkowym hotelu na dwanaście dni. 

Moje blizny zniknęły dzięki plastrom pooperacyjnym

plastry pooperacyjnePo wylądowaniu w Egipcie postanowiłam dwa pierwsze dni poświęcić na tak zwaną aklimatyzację. Miałam zamiar po prostu przyzwyczaić swój organizm do warunków klimatycznych oraz zregenerować siły po pięciogodzinnym locie. Wczasy miały mi pomóc odzyskać siły po operacji, którą niedawno przeszłam. Wybrałam się na plażę i przed wyjściem musiałam zakryć blizny. Lekarz zalecił mi użyć plastry pooperacyjny. Ponoć działały cuda. Przede wszystkich chroniły świeżą bliznę przed zarazkami. Dostanie się do niej słonej wody również nie było zalecane. Miały one dokładnie przykryć bliznę, nie odklejać się i chronić. Ponadto działały dobrze na proces zespajania się blizny. Dzięki temu szybciej regenerowała się wokół niech skóra, nieco bardziej ściągała i bardzo dobrze zabliźniała ranę. Lekarz polecał mi te plastry pooperacyjne w szczególności dlatego, że wiele jego pacjentem sobie je chwaliło. Nie musiało martwić się o to, że jak założą strój dwuczęściowy na plażę, to będzie je oszpecać dawna blizna. Dodatkowo działało to na sposób myślenia o przebytej operacji. Dzięki plastrom blizny zacierały się i można było zapomnieć o tym zabiegu.

Plastry rzeczywiście sprawiły, że bez żadnych oporów założyłam strój i wskoczyłam do wody. Nie musiałam martwić się o zarazki ani odklejenie plastra. Mogłam cieszyć się piękną pogodą, podziwiać rybki w wodzie i zapomnieć o przebytej niedawno operacji. Wakacje były tym, czego potrzebowałam, aby zregenerować siły.